Dom z bali

Wybór pokrycia dachowego

Początek sierpnia 2021

Nadszedł sierpień. Tak jak wspominałem wcześniej, mój generalny wykonawca jakimś cudem się znalazł ;). W sumie to mi nie potwierdził czy podejmie się budowy ale nie miał wyjścia :D. Z mojej strony już w ten sam dzień po rozmowie z Piotrkiem w głowie opracowywałem plan całej budowy. Czas wtedy był masakryczny pod względem szybujących cen materiałów i ich dostępności. Temat ten pozwolę sobie celowo ominąć, ponieważ można by napisać całą powieść na temat co się wtedy działo. Ceny z tygodnia na tydzień galopowały w górę. Materiałów brak. Jakaś ogólna masakra. W mojej głowie rodził się plan aby postawić dom w stanie surowym przed końcem roku i od razu go przykryć. Zatem mając na uwadze powyższe rozpocząłem operację pt. „Zakup pokrycia dachowego”

Wspominałem w poprzednich wpisach o targach budowlanych. Na takich targach właśnie oglądałem różne pokrycia dachowe. Już wtedy zdecydowałem, że na naszym domu będzie Tilcor Shake. Taka czarna blacha podobna do gontu z posypką wulkaniczną.

Dlaczego akurat to pokrycie dachowe a nie inne?

Według mnie taki dach bardzo dobrze komponuje się z domem drewnianym. Z resztą na Podhalu 90% nowo budowanych domów z drewna takie pokrycie otrzymuje i bardzo ładnie to wygląda. Poza tym blacha ta to jakaś mieszanka aluminium z czymś tam. Gwarancja podobno 50 lat. Odporne to na silne wiatry a to dość ważna kwestia w moim terenie, bo halny potrafi czasem powiać. Blacho dachówka definitywnie została odrzucona, dachówka zresztą też – jakoś żaden model nie pasował. Gont drewniany? Super sprawa ale z początku. Potem już tak ładnie nie wygląda a poza tym trzeba o niego dbać. Ciężki temat. Można też położyć tzw słomę ale to też była dla mnie abstrakcja. Zatem wybór był prosty.

Dlaczego ten producent a nie inny? Miałem, że tak powiem wszystkie blachy w rękach i Tilcor wyglądał najbardziej solidnie. Posypka jakby lepiej się trzymała, jakby była taka ogólnie mocniejsza niż konkurencyjne pokrycie. Obserwowałem dwa budynki w okolicy które były pokryte mniej więcej w jednym czasie i po kilku zimach Tilcor wydawał się trochę jakby czarniejszy niż Gerard. Wszelkie inne blaszanki naśladujące te dwie marki odrzuciłem od razu. Moim zdaniem brakuje im 2-3 poziomy do powyższych. Blacha z Nowej Zelandii czyli Tilcor akurat wtedy był chyba najdroższy z tych wszystkich ale moim zdaniem warty ceny.

Ruszyłem zatem po składach z tym pokryciem. Niedaleko mnie jest importer tego pokrycia. Przypadkiem okazało się, że nieco dalej jest kolejny. Ze dwie firmy w okolicy handlują tym produktem, zatem dostęp jest niezły. Rozesłałem projekt dachu do wszystkich i czekam na odpowiedź.

Szybko otrzymałem maile z wycenami. Rozrzut był spory. Ogólnie okazało się, że cena tej blachy z początkiem roku była ok 30-40 % niższa. Wychodziło teraz za metr jakieś 75-80zł i ku kolejnym podwyżkom znowu zmierzało. Takie to szaleństwo wtedy było. Bardzo ciekawa rzecz co do wycen. Wszyscy z ceną za metr trzymali się mniej więcej równo. Jeśli zadzwonisz i zapytasz ile cena metra Tilcora to usłyszysz wszędzie podobną kwotę. Zatem skąd rozrzuty cenowe? A no właśnie ;). Jeden z importerów z Podhala miał najniższą cenę za metr ale za wszelkie dodatki dowalił sobie niezłą marże :). Dodatki, czyli gąsiory, wiatrownice, blacha na kosze itp. O ceny tych produktów mało kto pyta ale właśnie te dodatki robią niezłą sumę.

Tak więc radzę kierować się przy zakupie ceną za całość. Nawet proponuję z robić kalkulację z rynnami, membraną i wszelkimi innymi elementami potrzebnymi do dachu. Można się zwieść ceną za metr i przepłacić kilka tys zł za pozostałe produkty.

Tak też było w naszym przypadku. Okazało się, że najlepszą ofertę otrzymaliśmy z firmy, która kupowała tą blachę od tego właśnie importera. Zamówiłem u tego pośrednika. Swoją drogą dziwną mają politykę. Wolą pośrednikowi sprzedać taniej i żeby on mnie odsprzedał niż bezpośrednio klientowi z lepszą marżą :). Ale w sumie nie moja sprawa. Ich biznes ważne żebym ja miał dobrą cenę.

Zatem zamawiamy! Oczywiście żeby nie było tak wesoło to nie ma blachy od ręki ;). Tzn byłaby ale nie ta z Nowej Zelandii. Tilcor otwarł fabrykę w Europie – chyba w Belgii i ta blacha europejska jest. Możecie mi wierzyć lub nie ale miałem oba arkusze w dłoni i według mnie jest różnica. Na korzyść oczywiście tej z dalekiego kraju. Zatem poczekam spokojnie aż przypłynie z Nowej Zelandii. Podobno ma być do końca września więc spokojnie. Od razu zapłaciłem żeby mieć gwarancję ceny i kolejny mały kroczek w kierunku domu marzeń zrobiony :)!

Miałem w planie od razu kupić rynny ale usłyszałem od sprzedawcy, że już tyle razy rynny stalowe poszły w tym roku do góry, że już raczej cena nie podskoczy. Poza tym podobno lepiej sobie kupić je po wykonaniu dachu, bo wtedy wyjdzie jakie długości są potrzebne, ile spustów itp. Ma to chyba sens pomyślałem. Zatem rynien nie kupuję teraz.

Rynny brałem pod uwagę tylko stalowe. Plastiki nie wchodziły w grę. Warto moim zdaniem troszkę dołożyć i zainstalować stalówki. Bardzo mi się podobały kwadratowe. Galeco chyba takie robi. Niestety nie były w moim zasięgu cenowym. Gdyby były tańsze brałbym je z pewnością.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *