Witajcie!
Mam na imię Kamil. Przede wszystkim jestem szczęśliwym mężem mojej cudownej żony Justyny oraz tatą super trójki dzieci: Zuzi, Marcelinki i Patryka.

Jestem właścicielem strony i sklepu, na której Państwo się znajdujecie. Prowadzenie działalności gospodarczej w naszym kraju jest ciekawym wyzwaniem i nieraz sportem ekstremalnym, więc jakby tego było mało to do zabrałem się jeszcze za budowę naszego wyśnionego domu z półbala.
O tym właśnie ten blog. Myślę, że będzie to dla Ciebie ciekawa lektura. Jeśli marzy Ci się dom z drewna, to mam nadzieję, że dzięki mnie uda ci się uniknąć błędów, które ja popełniłem. Być może dowiesz się czegoś przydatnego i nowego lub chociaż dobrze się pobawisz czytając moje różne perypetie z budowaniem naszego drewnianego gniazdka 🙂
Na wstępie trochę spraw technicznych:
Blog ten powstał z myślą o tym aby pomóc potencjalnym marzycielom w realizacji ich marzeń. Dodać otuchy jeśli nie wszystko idzie tak jak się chce. U mnie nieraz wybitnie nie szło! Wszystkie informacje, przemyślenia i zdania na różne tematy są całkowicie moimi prywatnymi opiniami. Nie odbierajcie mnie źle, że się wymądrzam lub wiem coś najlepiej, bo wcale tak nie jest. W moich opowieściach i perypetiach będę pisał o tym co uznałem za najlepsze rozwiązanie w danym momencie i dysponując danym budżetem, daną wiedzą i możliwościami.
W czasie budowy spotkałem różnych wykonawców, różne materiały i produkty. Lepsze i gorsze. Jeśli dany wykonawca lub produkt będzie godny polecenia to go tutaj zareklamuję. Jeśli coś nie będzie godnego polecenia to przemilczę nazwę, żeby nikomu krzywdy nie wyrządzić. Nie ukrywam, że ta budowa dała mi wiele pomysłów i utworzyła kilka owocnych współprac i o nich też chętnie opowiem i zareklamuję produkty pod którymi się podpisuję i są po części teraz produktami w mojej sprzedaży.
Nie jestem wybitnym specjalistą z budowy domów, choć nie ukrywam, że troszeczkę wiedzy udało mi się przez przypadek posiąść. Nie jestem również pisarzem, więc za wszelkie błędy w pisowni przepraszam. Mieszkam blisko Podhala i mogę czasem użyć słów w nazewnictwie charakterystycznych dla mojego regionu. Zwłaszcza dla takich słów jak drewno – drzewo, które u nas używa się zamiennie :). Będę często używał słowa „półbal” (czyli drewno przecięte na pół, ze ściętą górą i dołem, kształtem jak litera D). Dom z bala, czy z półbala może pojawiać się również przemiennie, za co znawców tematu również przepraszam, bo nieraz to jest też tematem sporu, co balem a płazem czy półbalem tak naprawdę jest :). To też spróbuję w trakcie postarać się rozstrzygnąć :))).
Skąd pomysł budowy domu z drewna???

Drewniany dom zawsze był moim marzeniem. Mieszkam, że tak powiem na przedmieściach Podhala. W mojej miejscowości było trochę drewnianych domów, ale budowa drewniana zaczęła zanikać. Do dzisiaj pamiętam chatę mojej prababci. Cała z drewna. Ten dom miał swój klimat i duszę. Tego nie da się opisać i tego nie ma żaden murowany dom
Rok 2012
Gdy wkroczyłem w życie małżeńskie wiedziałem, że muszę wybudować dla nas dom z drewna.
Dobrze, że pochwaliłem się Justynie (mojej żonie) o moich marzeniach dopiero po ślubie, bo pewnie nie zostałaby moją żoną :D. Pamiętam jej strach w oczach, gdy jej o tym powiedziałem. Miała nadzieję, że żartuję albo, że się jej to śni ;p. Drewniany dom kojarzył się jej ze starymi podupadłymi chatami, które w owych czasach raczej się rozbierało i utylizowało w piecach CO, niż z czymś co może być piękne i nowoczesne i naszym miejscem na ziemi. Nie był to jeszcze czas na rozpoczęcie budowy, bo ani działki, ani jeszcze kapitału, ale wiedziałem, że musi to nastąpić i jest to czas przekonanie mojej drugiej połówki.
Zatem zadanie było wybitnie trudne… Jak przekonać moją żonę ;)!?

Ale czego nie robi się dla spełnienia marzeń!
Rok 2018
Czekaliśmy ładnych kilka lat na przekwalifikowanie gruntu rolnego na budowlany lecz na próżno. Z różnych względów nie udało się to. Tematu nie będę rozwijał, bo szkoda czasu. Polskie prawo, różne dziwne okoliczności – nieważne. Po drodze był pomysł rozbudowy pewnego budynku obok mojego domu rodzinnego i nadbudowy na nim drewnianej konstrukcji ale to nie byłoby spełnienie ani marzenia mojej żonki ani moich marzeń. Patrząc z perspektywy czasu opatrzność boska czuwała nad nami…( nie gniewajcie się za zwrot ale jestem wierzący w Boga i czasem sprawy wplatały się w nasz dom. Ale o tym może stworzę inną opowieść 🙂 ).
Po wielu perypetiach jakie przyniosło nam życie. Mamy działkę!
Co prawda działka nieduża – ok 9-10 arów, ale obok moich dziadków. W miejscu gdzie spędzałem dzieciństwo, gdzie się bawiłem, gdzie życie dla mnie miało inny wymiar. Trochę w spokojniejszym miejscu niż do tej pory mieszkaliśmy. Dokoła sporo sąsiadów ale za to blisko las ze wszystkich stron i szum górskiego potoku! W potoku, którym robiło się tamy za dziecka do pływania i kąpieli a temperatura w nim nigdy nie przekraczała chyba 10 stopni 🙂 nawet w upalne dni, więc wyobraźcie sobie jaki był hardcore za dziecka ;).
Śledząc przez te wszystkie lata różne grupy związane z budową domu z bali napotkałem na post pewnego Emila właśnie w takiej grupie (którego serdecznie pozdrawiam!). Pochwalił się swoim nowo wybudowanym pięknym domem z półbala. Chata na zdjęciach robiła wrażenie! Po kilku pytaniach i wymianach zdań w komentarzach rozmowa przeszła na priv. Do głowy od razu przyszła mi myśl! Muszę moją Justynkę zabrać do takiego domu. Może wtedy ją przekonam. Zapytałem Emila czy mogę zobaczyć ich dom na żywo. „Moja żona nie za bardzo chce mieć taki dom i może jak zobaczy wasz to da się przekonać” – napisałem. Ku mojemu zdziwieniu Emil zaraz napisał, że jasna sprawa! Wpadajcie :D! I tu już wiedziałem, że użytkownicy tych domów faktycznie są inni od reszty ;). Kto by zaprosił chłopa z nie wiadomo skąd do siebie.
Zapakowałem moją drugą połówkę i dzieci do samochodu i w drogę! Po ponad dwóch godzinach jazdy i marudzenia dzieci naszym oczom ukazał się piękny dom z półbala. Właścicielami okazało się małżeństwo w naszym wieku. Bardzo otwarci i mili ludzie, których jeszcze raz pozdrawiam. Ale co najważniejsze, moja Justynka zakochała się we wnętrzu jak z resztą w całym ich domu.
Drugi raz w życiu powiedziała żona mi TAK!!! ;))) ( pierwszy raz przy oświadczynach ;p )
Emil opowiedział nam jak budowali ten dom. Kto im budował i wszystko przekazał co tylko mógł.
Sami kupili drewno, okorowali je i sezonowali na działce. Dom wybudował im pewien majster z Kościeliska ze swoją ekipą na ich działce.
Myślę sobie… Trzeba zrobić tak samo! Robota tego majstra podobała mi się. Z resztą Emil sam był z niego zadowolony. Zabrałem namiary na tego Pana i pełny radości i energii wróciliśmy do domu.
Mamy w końcu wspólny cel i wspólne marzenie… Dom z drewna JUPI!
Cel nr 1 osiągnięty – żona przekonana
Cel nr 2 – działka jest. Teraz już tylko organizacja finansów na drewno a potem już z górki ( tak wtedy mi się wydawało 😀 haha – jaki ja byłem naiwny 🙂 ).
Początek roku 2019
Po drodze od tego czasu wydarzyło się jeszcze sporo różnych dziwnych spraw, nagłych wydatków i zrządzeń losów, które nie pozwoliły bardzo dużo zaoszczędzić. Pewnego dnia żona zapytała: Kupujemy to drewno? Justyna wiedziała, już z moich lekcji, że drewno trzeba kupić w zimie żeby było dobre na budowę domu. Problem w tym, że trochę kapitału trzeba było mieć aby kupić drewno. A w ręku pamiętam jak dziś…. Tytułowe 10tys zł! Ło masakra myślę sobie! Jak nie kupimy teraz to następnego roku trzeba czekać ;(. Szybka burza mózgów i jedna myśl, że do tego powiedzmy marca czy kwietnia zanim zima minie musimy tą kwotę odłożyć. Nawet do końca nie wiedziałem ile na to trzeba ale wiedziałem że się uda. Niezły spontan myślę sobie. Ale ludzie zakręceni na punkcie domów z bali tacy są ;). Do tego zmobilizowała mnie moja żona i jakoś się udało!
Marzec 2019
Jak już wcześniej wspominałem od Podhala dzieli mnie praktycznie jedna góra. Na Podhalu takich domów jaki nam się marzył jest cała masa. Pewnego pięknego dnia wsiadłem w samochód i wybrałem się poszukiwaniu drewnianych domów. Cel był jeden: zobaczyć takie domy, dowiedzieć się o nich jak najwięcej a może spotkać kogoś, kto takie domy buduje!

Zjeździłem niemal całe Podhale wzdłuż i wszerz. Zobaczyłem wiele inspiracji i ciekawych budynków. Odwiedziłem kilka budów. Trochę pogadałem z ludźmi. Dowiedziałem się trochę istotnych rzeczy. Gdy już wracałem zauważyłem piękny dom z półbala! Dokładnie mniej więcej taki jak mi się marzy!

Nie namyślając się zapukałem do drzwi. Jednak nikt nie otwierał. Na tym samym podwórku był jeszcze jeden dom i zapukałem również tam. Otwarła starsza miła pani. Gdy zapytałem:
– „Czyja ta piykna chałupa”
– „A no nasa”
– Kto wam ją postawił?
– A no mój stary :)!
I to była ta chwila, dla której ten wyjazd miał sens!
Okazało się, że mąż tej Pani jest akurat po operacji. Całe życie budował takie domy i jako ostatni w życiu wybudował dla siebie. Ten dom był owocem zebranej wiedzy i doświadczenia. Miła Pani oprowadziła mnie, pokazała cały dom. Starszy pan opowiedział wszystko co i jak. „To zrób tak, tego nie rób, nad tym pomyśl”. Sprzedał mi tonę wiedzy i spostrzeżeń na temat takiego domu.
Po tej wycieczce wiedziałem, że:
Buduję z półbala na styk, na dwa obce pióra bez dodatkowego ocieplenia. Dlaczego? O tym będę się starał wyjaśniać w dalszej części na bieżąco.
Połowa Marca 2019r
No to już wiem czego chcemy! Czas na telefon do majstra od Emila!
Odebrał całkiem miły Pan. Powiedziałem skąd kontakt do niego i czego mniej więcej chcę i umówiliśmy się w Kościelisku, bo akurat tam budował taki mały domek z półbala. Pojechałem tam zaraz w ten sam dzień. Zobaczyłem domek, który akurat panowie budowali. Na pytanie o terminy, usłyszałem – „tyle ile drewno będzie ci schło, to tyle musisz na mnie czekać”. No to myślę… pasuje :)!
Razem z żoną wpadł nam w oko projekt domu o nazwie „Jurgów DW”. Jest ich cała masa różnych odmian o tej nazwie. Mniej więcej taka bryła nas interesowała i taki wymiar domu. Jak najmniejszy dom z 5-ma pokojami. Akurat majster ten budował takie 2 podobne domy. Po chwili namysłu mówi: „na taki dom potrzebujesz 55-60 kubików drzewa. Tyle kup. Na sam dół wystarczy. Takie drzewa coby miały minimum 50cm w cienkim końcu. Ładne proste i żeby nie były za bardzo do szpica”.
Jakie drewno?
„Jakie chcesz z takiego zrobimy” – usłyszałem
„Emilowi robiliśmy z jodły. Miał ładny materiał i chyba cenowo też nieźle więc dzwoń do niego może ten u którego brał ma jakieś ładne sztuki. Jak kupisz drewno dzwoń do mnie” – powiedział.
Z wiedzy mojej jaką zebrałem do tej pory też skłaniałem się w kierunku jodły. Choć początkowo to w sumie marzył mi się dom z modrzewia. Obadałem nawet temat zakupu takiego drewna. Największe i piękne modrzewie rosną w nadleśnictwie Śnieżka (woj. Dolnośląskie) ale z racji tego, że to dosyć daleko ode mnie i modrzew jest droższy od innych iglastych a do tego jeszcze takie wielkie sztuki wykosztują mnie prawie 3x drożej niż jodła lub świerk tutaj na miejscu, więc modrzewia odpuściłem.
Dlaczego jednak jodła?
Pod warunkiem, że jest ładna bialutka a taka właśnie jodła rośnie w moich okolicach.
Gatunek ten jest twardszy od świerka, bardziej wytrzymały na przeciążenia, na wszelkie robactwo. Ogólnie bardziej wytrzymały niż świerk. Taki według mnie kompromis między świerkiem a modrzewiem. Poza tym gdzieś od kogoś na Podhalu słyszałem, że powinno się budować z drewna, które rośnie w danym miejscu, w danym klimacie i w tym klimacie pozostanie po obrobieniu. Czy to prawda czy bujda? Nie wiem. Ale po przemyśleniu myślę, że może i jest w tym sens. Ogólnie większość domów buduje się u nas ze świerka. Dlatego, że jest bialutki, ładniej podobno pachnie (mnie osobiście niemal każdy rodzaj drewna pachnie tak samo pięknie :), więc to nie jest dla mnie wyznacznik), poza tym łatwo się go obrabia, bo jest naprzeciw jodły bardzo miękki i to jest tak naprawdę według mnie powód wyboru świerka przez wykonawców o czym się później przy budowie przekonałem :D.
Więc wybrałem jodłę ponieważ:
– w moich okolicach łatwiej o grube jodły niż o świerka (świerki rzadko w moich terenach dorastają to wielkich rozmiarów z racji talerzowego systemu korzeniowego, przez co halny je często wywraca. Świerki częściej atakują korniki, a do tego przede wszystkim świerka wszyscy biorą na domy i różną stolarkę więc temu też ładne świerki szybciej znajdują klienta. Jodła przeważnie tylko na więźbę dachową, jakieś deski, kantówki i w sumie tyle).
– jest twardsza i bardziej wytrzymała
– na moim terenie jest w miarę gęsta (czyli ma powolny przyrost) i zdarza się bardzo biała, niemal prawie jak wspomniany świerk.
Zatem telefon do zaprzyjaźnionego Emila.
Otrzymałem kontakt tam gdzie on kupił, więc dzwonię!

Zrządzenie losu niemałe :)!
Facet ma na placu ok 100 kubików ładnej, białej grubej jodły! Tylko trzeba się śpieszyć, bo raz, że wiosna tuż tuż a dwa – jak nie biorę to tnie na deski bo ma klienta, który ją weźmie w postaci desek na gonty dachowe, bo jest ładna gęsta. Ale jak ja wezmę w całości to woli sprzedać mnie niż przecierać takie kolosy na dechy. Gonty dachowe? Myślę sobie… Więc musi być faktycznie dobra skoro ktoś z niej chce gonty robić… Wyczułem, że w sumie to drewno jest dla niego kłopotem i po tonie głosu to chyba mu z nieba spadłem, że nie musi jej przecierać. Jak to niebiosa potrafią czasem ludzi do siebie posłać.
Zatem wsiadam w auto i śmigam na spotkanie z wymarzoną jodłą :)))

Miejsce, gdzie leży drewno jest oddalone ode mnie ok 70km. Okolice Nawojowej. Jak się okazało to tam te drzewa rosły (Widziałem wydruki z nadleśnictwa).
Po przyjeździe na miejsce, faktycznie leży na tartaku ok 100m3 jodły. Opatrzyłem mniej więcej, że te paręnaście sztuk się spokojnie uzbiera. Co prawda jest ok 25-30 drzew ale tak jak wspomniałem interesuje mnie tylko taka najbielsza. Kilka sztuk miało taki ciemny rdzeń przy odziomku (ta grubsza strona drzewa), więc je odrzuciłem ale spora część jest taka, jaką potrzebuję. Okazało się, że miał kilkaset kubików takiego drewna, ale te największe okazy przetarł na więźbę na halę sportową i zostały te mniejsze. Czyli takie maluszki +50cm w cienkim końcu :D.
Dla ciekawostki największa jodła miała podobno 8 kubików!
Zatem umówiłem się z panem z tartaku, że biorę 55-60 kubików. Żeby nie było tak miło i kolorowo, okazało się, że nie ma takiego traka żeby mi przetarł na połówki takie długie drewno. Na deski przecina na krótsze kawałki a tu klocki mają od 10, 12 i 14 metrów. No to Pan mi podrzuci do mnie gdzieś na tartak i już sobie poradzę… „Auta też nie mam w trasy zbytnio żeby tyle kilometrów jechać”. Faktycznie :(. Stoi stary MAN, którym wozi drewno z okolicznego nadleśnictwa do siebie. No to pięknie!

Ale co tam! Damy radę! Przecież w mojej okolicy jest pełno tartaków i samochodów do przewozu drewna. Sam mam kilku znajomych, którzy mogą taką usługę przewiezienia i przetarcia zrobić. Jaki głupi i naiwny byłem :))))!
Po pierwszym telefonie do znajomego, który trudni się branżą drzewną usłyszałem od niego mniej więcej coś takiego: „Chłopie kto ci przewiezie i przetrze takie smoki”? Po kilku telefonach do znajomych z zapytaniem o przetarcie takiego drewna okazało się, że nikt nie ma takiego dużego traka. Jeden ze znajomych obiecał rozeznać temat i pomyśleć jakby to zrobić w miarę tanio i sprawnie.
W całym tym problemie, dowiedziałem się jak dużo ludzi trudniących się handlem, transportem i przecieraniem drewna delikatnie mówiąc jest nieuczciwych.
W moim rejonie jest całkiem sporo takich tartaków. Po wykonaniu telefonu do kilku miejsc usłyszałem w słuchawce, że cyjego drewna nie przecierają. Zakupione u nich tak, ale czyjeś już nie! Ale przecież zapłacę za usługę ile się należy! Nie i koniec – słyszałem. Jakaś masakra! Co się okazuje… Gdy ma się swoje drewno to się wie ile ma się kubików i płaci się za przetarcie takiej właśnie ilości. A gdy zajdzie się do takiego właśnie pana „Cześka” (przepraszam za użycie takiego imienia ale tak się mi akurat nasunęło 🙂 ), kupić drewno to pan „Czesiek” na kubikach pocygani i jest gitara i przetnie te pocyganione metry i zarobi sobie podwójnie. Co ma uczciwie zarobić jak może sobie poskubać ile wlezie. Tak mi to wytłumaczył człowiek, że tak powiem z branży. Tak ta branża jest „nauczona” z lat zamierzchłych.
Wiele się nasłuchałem na temat niektórych „drzewiarzy”. Nie mówię oczywiście, że wszyscy tacy są. Broń Boże! Dużo osób jest bardzo uczciwych. Ale tak pół na pół, że tak powiem :).
Rada ode mnie dla tych co się nie znają: do zakupu drewna brać kogoś kto się zna. Inaczej można ładnie się naciąć na kogoś kto „dobrze pomierzy” przy sprzedaży. Oczywiście na swoją korzyść ;p.
Koniec Marca 2019 r
Ta cała sytuacja trwała ładnych kilka dni. Na łączach z panem od jodły, byłem cały czas, że biorę drewno. Facet okazał się bardzo uczciwy zresztą od początku do końca. Nie chciał nawet zadatku. Widział, że mi zależy i byliśmy w tej całej sytuacji na słowo. Wtedy przeszła mi przez głowę myśl wątpiącą:
„nie trzeba było sobie murowanego domu budować? Zadzwoniłbym sobie na skład, zamówił pustaki i na drugi dzień byłyby na działce. A tu człowiek chodzi prosi, płaci i jeszcze się nie da”.
W końcu dzwoni mój kolega i mówi, że ma znajomego, który ogarnie mi temat. Gość podobno klasa. Uczciwy, słowny. Nie to co poniektórzy. Okazuje się, że nie każdy ma też czas żeby uziemić dwa samochody na taki transport, bo jak ktoś ma takie auta z dużymi dźwigami to jeżdżą nimi na okrągło. W sumie racja. Nie ma co się też dziwić. Dla takich firm jak ja to jestem żaden klient tylko problem w sumie. Zamiast zarobić paręnaście tyś zł w tym czasie to zarobi tylko parę. Nie chcę nikogo obrażać ani generalizować ale takie odczucia mi wtedy towarzyszyły i spotkało mnie wtedy sporo różnych smutnych faktów, o których nie ma co więcej pisać. Ale do rzeczy! Tym godnym polecenia okazał się Tartak Hanusiak w Tokarni. Polecam. Chyba najlepszy tartak w Małopolsce. Znam sporo różnych dobrych tartaków ale ten się wyróżnia. Umówiłem się z właścicielem na sobotę, bo tylko wtedy jest szansa taki kurs zrobić. Żeby załadować takie drewno potrzeba samochód z dużym dźwigiem tzw „dłużycę” (auto z takim wózkiem) i drugie auto to była naczepa do przewozu drewna. Jednak to są wielkie klocki i sprzęt musi być odpowiedni.